Co prawda miewam problemy z ortografią, niemniej jednak nie dziś. „Er zet” wynika ze specyfiki nazwiska wspaniałej istoty (rodzaju żeńskiego notabene) , która to podzieliła się ze mną wspaniałym przepisem na wspaniałe ciasteczka owsiane. Zdaje się, że sama wzięła go z jakiegoś programu telewizyjnego (być może również wspaniałego, nie wiem).
Za grosz w nich elegancji, ale nadrabiają smakiem. Mój Tato je uwielbia.
Zmiksować:
250 g miękkiego masła
1 szkl cukru
1 łyżeczkę esencji waniliowej (tak podaje oryginał, ja takowej niestety nie posiadam. Zwykle zastępuję ją olejkiem waniliowym, ale dziś, z racji tego, że nie udało mi się go znaleźć, poratowałam się obrzydliwą nalewką pomarańczową, która, chociaż nie sposób wypić jej nawet pół kieliszka, nadaje ładny aromat)
2 jajka
Dodać:
1 szkl cukru brązowego (dokładnie pół minuty po wsypaniu szklanki zwykłego cukru odkryłam, że jednak mam cukier brązowy!)
3 szklanki płatków owsianych
1,5 szkl bakalii (ja zwykle wrzucam migdały i rodzynki)
0,5 szkl otrębów pszenicy (niestety, paczka zniknęła z szuflady w tajemniczych okolicznościach. Nawet Tata przyparty do muru nie potrafił powiedzieć, co się z nią stało. Poratowałam sie musli owocowym.)
1 szkl mąki pszennej
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Wszystko radośnie wymieszać (koniecznie radośnie)
Polecam pieczenie na papierze do tego celu przeznaczonym. Na blachę nim pokrytą układamy 6 – 8 małych kuleczek masy (naprawdę nie należy przesadzać z ich rozmiarem, masa rozpływa się w trakcie pieczenia i jeśli będą za duże, zleje się w jedno).
Piec w temperaturze 180-190 stopni Celsjusza przez ok 18 minut (aż ładnie zbrązowieją).
To fantastyczne zdjęcie ze zbyt małą ilością światła, na którym nic nie widać.
A tak wyglądają one w naturze.

Ech... jestem zaszczycona, że o mnie wspomniałaś :) Mam nadzieję, że dasz mi spróbować Swoich wyczynów kulinarnych.
OdpowiedzUsuńŚciskam,
Jerzyk