poniedziałek, 28 grudnia 2009

Makówki

Nie wiem, na ile śląskie są moje makówki, skłonna jestem jednak uznać, że ile domów tyle metod ich przyrządzania. Ja robięco roku makówki zgodnie z tym, co podpowiada mi pamięć odnośnie naszej rodzinnej tradycji.

Makówki
  • mleko
  • pomielony mak (ok 40 dag)
  • chałka
  • bakalie (różniaste, np rodzynki suszone figi, daktyle, orzechy - dobrze sprawdzają się migdały w słupkach)
  • łyżka masła
  • cukier
Bakalie kroimy na kawałki, wrzucamy do maku wraz z masłem i ok 2 łyżkami cukru, zalewamy wszystko mlekiem i stawiamy na średnim ogniu. Trudno mi powidzieć, ile ma być tego mleka. Masa nie możę być zbyt gęsta, żeby się nie przypaliła, jednak nie może być go zbyt dużo. Mak nie powinien "pływać" w mleku.
Co jakiś czas trzeba przemieszać masę, żeby nie przypaliła się od spodu. Gotujemy przez jakiś kwadrans, do 25 minut.
W międzyczasie kroimy chałkę i układamy ją na dnie miski. Wylewamy na nią gorącą masę makowo-mleczno-bakaliową. Masę układamy w taki sposób, zeby w środku powstało małe wgłębienie. Całość posypujemy dodatkowo rodzynkami i cukrem. Po ostygnięciu wkładamy do lodówki lub odstawiamy w chłodne miejsce.


środa, 23 grudnia 2009

Gratka dla Ciasteczkowych Potworów III

Chyba dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że ten przepis również znalazłam w Galerii Potraw.

Ciasteczka Czekoladowe Nigelli
  • 30 dag mąki
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 25 dag miękkiego masła
  • 5 dag kakao
  • 12,5 dag cukru pudru

Wszystkie suche składniki łączymy, aby mąka przeszła zapachem kakaa. W misce miksujemy masło z cukrem, dodajemy suche składniki i dalej miksujemy, aż składniki się połączą.
Tak podaje przepis, ja osobiście pragnę zauważyć, że na końcu i tak trzeba je lekko zagnieść ręką.
Ciasto powinno przypominać rozgrzaną w rękach plastelinę, jest bardzo plastyczne.
Lepimy kulki wielkości orzecha włoskiego (to ten, który wygląda jak mózg), spłaszczamy i wykładamy na blachę pokrytą papierem. Pieczemy 5 minut w temp. 170°C, a następnie 10 minut w temperaturze 150°C.
Tak twierdzi przepis. Prawdę powiedziawszy, nie stosuję się do tego zalecenia, piekę je kwadrans w temperaturze ok 170°C (zanim piekarnik wychłodzi się do 150°C zdąży minąć te 10 minut:).

Coś zrobiłam z nimi nie tak, ponieważ rozpłynęły się za bardzo po blasze (z pewnością nie przez temperaturę). Niemniej jednak, liczy się treść książki a nie okładka, nu? W smaku pozostały dobre, cudnie czekoladowe.
Podczas pieczenia ma się wrażenie, że przez kuchnię przelewają się hektolitry czekoladowego budyniu. Boski zapach :)
Dopadłam w sklepie gotowy lukier, więc postanowiłam go użyć. Najbardziej pasował mi on właśnie do czekoladowych ciasteczek. Biały zrobiłam z soku cytrynowego połączonego z cukrem pudrem.


Gratka dla Ciasteczkowych Potworów II

Pamiętna przebojów z postem poświęconym zapiekance ziemniaczanej, każdemu rodzajowi ciasteczek poświęcę osobnego posta. Zawsze to lepiej stracić tekst poświęcony jednemu rodzajowi niż trzem.

Śmietankowe kwiecie

W oryginale nazwa brzmi "śmietankowe serca", jednak zamiast serca do wykrawania wzięłam kwiatek, stąd konieczność zmiany nazwy. Przepis wzięłam chyba z Galerii Potraw, ale było to dawno temu i nie potrafię teraz znaleźć tego wątku na forum.
  • 27 dag mąki
  • 25 dag miękkiego masła
  • 5 łyżek śmietanki wysokoprocentowej
  • 1 jajko
  • cukier kryształ do posypania
 Żółtko oddzielamy od białka i zagniatamy z mąką, masłem i śmietanką. Otrzymane ciasto wałkujemy (nie obejdzie się chyba bez podsypywania mąką) i wykrawamy ciasteczka. Układamy je na blaszce, smarujemy białkiem i posypujemy cukrem. Trzeba go nasypać dużo, ponieważ samo ciasto nie zawiera cukru.
Pieczemy ok 17-20 minut w temperaturze 175°C, aż lekko się zrumienią.
Nasze nieco się zbrązowiły, użyłyśmy brązowego cukru.
Ciasteczka są bardzo kruche i delikatne.


Gratka dla Ciasteczkowych Potworów

W związku z nadchodzącymi Świętami dwie stare kobiety (czyli ja i moja amiga, z którą  dzieliłam ławkę w podstawówce) postanowiły spotkać się i upiec kilka ciasteczek. Jako, że w zgranym duecie praca idzie cztery razy szybciej, zdążyłyśmy w ciągu 2,5 h zrobić trzy rodzaje

Oto pierwszy z nich:

Kruche ciasteczka imbirowo-pomarańczowe

Przepis na nie pozwalam sobie skopiować z niezastąpionej Galerii Potraw
Składniki:

175g mąki pszennej, plus trochę na podsypywania
1 łyżeczka utartego imbiru
1/2 łyżeczki soli
skórka otarta z jednej pomarańczy
100g zimnego masła, pokrojonego na małe kawałki
50g jasnego brązowego cukru
1 łyżka mleka

Wykonanie:

 Zmieszać wszystkie składniki i zagnieść - włożyć na około 30 minut do lodówki, po tym czasie rozwałkować na wysypanej mąką stolnicy, wykrawać kształty, układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec około 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.


Mój cukier był dość gruby, przez co da się go wyczuć w czasie jedzenia. Mnie to jednak nie przeszkadza, lubię sobie chrupać. Jeśli komuś nie odpowiada chrząst cukru między zębami, może użyć cukru pudru.\




Jako, że złoto w tym sezonie niemodne, postanowiłyśmy utrzymać je w tonacji klasycznego brązu (to wcale nie dlatego, że za bardzo je spiekłyśmy, o nie! ;)

sobota, 19 grudnia 2009

"Karrrrrrrrtofle!"

Muszę wyznać, że Blogger do spółki z Operą testują dziś moją cierpliwość. Już dwukrotnie trzykrotnie (ostatnim razem uratowałam ten wstęp od popadnięcia w nicość) utraciłam niemal cały tekst, gdyż nagle wczytywać mi się zaczęła jakaś inna strona (tak wiem, wiem, to ja sprawiłam, że to się stało, niemniej jednak zdrowiej gniew swój lepiej kierować przeciw czemuś niż sobie).

Tytuł dzisiejszego posta to okrzyk woźnicy ogłaszający, iż ten przybywa i ma na sprzedaż ziemniaki. Mężczyzna taki, chyba w okresie letnim, poruszał się starą otwartą furmanką, do której zaprzęgnięty był koń. Nie był to oczywiście zawsze jeden i ten sam jegomość. To raczej pewien typ, taki stary rodzaj akwizycji. Ciekawe, czy gdzieś jeszcze jest on uprawiany?

Ale ale! Ten blog ma charakter kulinarny a nie sentymentalno-wspominkowy. Do rzeczy więc:

Zapiekanka ziemniaczana
  • ziemniaki
  • cebula
  • kapusta kiszona
  • kiełbasa, krakowska sucha (to też rodzaj kiełbasy, wyróżniam ją jednak z powodu tego, iż zwykle się ją je na chlebie a nie przygrzewa)
  • odrobina oleju

Ziemniaki kroimy w cienkie plasterki. Kiełbasę pokrojoną w kostkę podsmażamy na patelni. Warto, dla odtłuszczenia potrawy, zrobić to na tłuszczu własnym kiełbasy. W tym celu kiełbasę podgrzewamy na średnim ogniu, aż trochę się go wytopi i dopiero wtedy zwiększamy moc. Działa to w przypadku patelni teflonowych, przy innych też powinno się sprawdzić. Kapustę kiszoną i cebulę drobno kroimy. Warto upewnić się wcześniej, czy kapusta nie wymaga przepłukania.
W naczyniu żaroodpornym układamy kolejno ziemniaki, kapustę, cebulę i kiełbaskę. W zapiekance mają dominować ziemniaki, reszta to raczej dodatek, nie przesadzajmy więc z ilością. Właściwie każda warstwa wygląda bardziej jak ziemniaki posypane kapusta, cebulą i kiełbasą. Każdą warstwę przyprawiamy. Kontynuujemy zabawę warstwową aż do wypełnienia naczynia lub zużycia wszystkich składników. Na górze powinny znaleźć się ziemniaki.
Zapiekankę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200°C na około 50-60 minut.
I tyle.


czwartek, 17 grudnia 2009

Babsko z piasku

Czyli mówiąc po naszemu

Babka piaskowa w polewie 

 składniki:
  •  3 jajka
  • 250 g masła
  • 1 szklanka cukru (babka wychodzi bardzo słodka, można więc nieco zmniejszyć ilość cukru)
  • cukier wanilinowy lub waniliowy 
  • 2 łyżki maki krupczatki
  • szklanka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • olejek do ciast, np cytrynowy 
Polewa czekoladowa: 
  • pół czekolady gorzkiej
  • 3/4 czekolady mlecznej
  • odrobina mleka
  • kandyzowana skórka pomarańczy do dekoracj 
Masło wkładamy do rondelka i topimy na wolnym ogniu. W tym czasie całe jajka wraz z cukrem i cukrem wanilinowym/waniliowym ucieramy. Do miski z utartą masą przesiewamy mąkę pszenną, krupczatkę oraz proszek do pieczenia i dokładnie łączymy z masą. Następnie wlewamy ciepłe masło i ponownie mieszamy do uzyskania gładkiej konsystencji. Pod koniec dodajemy olejek do ciast.
Masę przelewamy do przygotowanej wcześniej formy i wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 180°C. Nie wypuszczamy stamtąd przez jakieś 40-45 minut. 

Gdy babka całkowicie ostygnie, wyjmujemy ją z formy. 
Przygotowujemy polewę: czekolady wraz z mlekiem topimy w kąpieli wodnej lub na wolnym ogniu. Moja płyta ma tak dużą skalę mocy (1-10), że mogę topić czekoladę bezpośrednio kładąc ją na palnik i włączając 4-5. 
Jeśli chodzi o ilość mleka, to trudno ją jednoznacznie określić. Trzeba po prostu dolewać i obserwować konsystencję polewy. I oczywiście mieszać.
Gotową polewą pokrywamy ciasto i posypujemy skórką kandyzowaną dla ozdoby (można też kokosem lub innym artefaktem cukierniczym, który akurat mamy pod ręką).
Uwaga: polewa z mlekiem nigdy do końca nie zastyga.


wtorek, 29 września 2009

Sałatka ryżowa z warzywami


Do naszej dzisiejszej sałatki potrzebować będziemy:
  • pół papryki żółtej
  • pół papryki czerwonej
  • pół bardzo długiego lub jeden mniejszy zielony ogórek
  • 8 małych ogórków konserwowych
  • pół jabłka
  • pół cebuli 
  • woreczek ryżu 
  • majonez
  • musztardę
  • pieprz, sól
  • gouda
  • szynka 
Ryż gotujemy na sypko w osolonej wodzie. Papryki, ogórki, cebulę i jabłko kroimy na małe kawałki, mieszamy z ryżem i doprawiamy majonezem, musztardą, pieprzem i solą.

Nie należy przesadzać z przyprawami, gdyż sałatka musi się przegryźć i dopiero wtedy ukaże nam swoje prawdziwe oblicze. Dosolić i dopieprzyć zawsze się da, odsolenie potrawy jest conajmniej trudne. Musimy ją zostawić w lodówce na conajmniej 3 godziny, a najlepiej na całą noc.


poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Zapiekanka ryżowo-grzybowa

Dziś kolejny pomysł na prosty i smaczny obiad dla całej rodzinki.

Zapiekane udka z kurczaka
  • maślanka, kefir lub jogurt naturalny (ilość zależy od liczby udek)
  • udka z kurczaka 
  • przyprawy 
Oczyszczone udka zalewamy maślanką, kefirem lub jogurtem naturalnym (wedle upodobań). Osobiście używam maślanki, chociaż na codzień jej zapach jest dla mnie nieznośny i miałam pewne opory przed pierwszym jej użyciem. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ po umyciu nie pozostał nawet cień maślankowego zapachu. Należy je moczyć conajmniej dwie godziny. Najlepiej będzie, jeśli zostawimy je na całą noc. Dzięki temu zabiegowi upieczone udka będą bardziej kruche i delikatne. Również inne części kurczaka możemy w ten sposób przygotować wcześniej.
Przed pieczeniem udka należy dokładnie umyć i przyprawić. Pieczemy je w piekarniku nagrzanym na ok 180°C do czasu, aż nabiorą złotego koloru. Od czasu do czasu należy je przewrócić.

Zapiekanka ryżowo-grzybowa
  • półtorej szklanki ryżu
  • 80 dag pieczarek
  • 2-3 jajka
  • zielona cebulka lub szczypiorek (opcjonalnie)
  •  ser żółty do posypania
  • sól, pieprz
Ryż gotujemy: wrzucamy do garnka i zalewamy dwukrotnie większą ilością wody. Mówiąc prościej: jeśli jeśli wzięliśmy półtorej szklanki ryżu, dajemy 3 szklanki wody. Dodajemy trochę soli i zagotowujemy. Chwilę trzymamy jeszcze na ogniu po czym zdejmujemy ryż na bok i pod przykryciem pozwalamy mu dojść. Od czasu do czasu trzeba go przemieszać, dzięki temu nie poskleja się.
Doglądanie ryżu nie jest zajęciem tak absorbującym, żeby wykluczało jakąś inną aktywność. Mozemy więc zająć sie pieczarkami.
Kroimy je na kawałki i lekko osolone podsmażamy na maśle. Gdy będą już gotowe, odstawiamy na bok i czekamy aż wystygną. 
Gdy zarówno ryż, jak i pieczarki są już gotowe, możemy je ze sobą połączyć. Doprawiamy je solą i pieprzem do smaku. Gdy dołączy surowe jajko, nie będziemy już mogli kosztować (no chyba, że lubimy salmonellę), warto więc w tym momencie dodać odpowiednią ilość. Nie zapominajmy, że wysoka temperatura spotęguje ostrość pieprzu.
Żółtka oddzielamy od białek, dodajemy do letniej masy (jeśli będzie gorąca, zetną się) i dokładnie mieszamy. Białko ubijamy, pianę dodajemy do masy i delikatnie mieszamy. 
Całość przekładamy do naczynia, w którym będziemy piec zapiekankę i posypujemy żółtym serem.
Pieczemy w piekarniku w towarzystwie kurczaków przez jakieś 20 minut. Gdy robimy samą zapiekankę, temperatura piekarnika może być o jakieś 15°C niższa, wtedy trzeba ją potrzymać w piekarniku ok 5 minut dłużej.
Przed podaniem możemy jeszcze zadbać o bogactwo kolorów na tależu posypując ją zieloną cebulką lub szczypiorkiem. 



niedziela, 30 sierpnia 2009

Pomysł na obiad

Pozwolę sobie zaprezentować zestaw, który wspólnie z Beą stworzyłyśmy w pewną niedzielę.

Kotlety schabowe 
Jest to potrawa na tyle powszednia, że chyba nie ma sensu poświęcanie jej dużej uwagi. Ot, rozbite  kotlety doprawić wg gustu, otoczyć w jajku i bułce tartej i usmażyć.

Ziemniaki
Tu jest chyba jeszcze mniej do opowiadania. U mnie: obrane i ugotowane w osolonej wodzie.

Sos pieczarkowo-brokułowy
To główny bohater naszego obiadu.
Potrzebne będą:
  • brokuły
  • pieczarki (mniej więcej tyle, ile brokuł)
  • słodka śmietanka
  • sól, pieprz, maggi
  • masło do smażenia
  • Kucharek/Vegeta 
Brokuły kroimy i podgotowujemy w osolonej wodzie (powinny być półtwarde, inaczej rozpadną się w sosie, tak jak mnie), po czym przelewamy zimną wodą dla zachowania żywego koloru.
Pokrojone na cząstki pieczarki podsmażamy na gorącym maśle zwracając uwagę, aby pokryło wszystkie grzyby. Posypujemy je mąką (nie ma co sobie żałować) i mieszamy do czasu, aż wszystkie pokryją się mąką. Gdy to nastąpi, zalewamy je mieszanką Kucharka i wody (około szklanki) i szybko mieszamy, co na tym etapie przygotowań jest kluczowe, jeśli chcemy uniknąć grudek. Gdy uzyskamy jednolitą masę, dusimy je w sosie przez około 10-15 minut.
Po tym czasie dodajemy słodką śmietanę oraz przyprawiamy do smaku solą, pieprzem i maggi

Biała masa muzyczna... tfu! cukrowa

Dziś chciałam zaprezentować dzieło pracy wielu rąk (ściślej mowiąc 6), które pochyliły się nad stołem z wałkiem i nożem, aby spełnić dziecięce marzenie. A właściwie nastoletnie.
Z braku czasu i predyspozycji cukierniczych, zostałyśmy zmuszone wykorzystać gotowe produkty w postaci spodów do ciast oraz kremu. Z dwóch warstw ciasta wycięłyśmy kształt gitary (całe to krojenie przypomina mi trochę układanie puzzli) i przełożyłyśmy kremem. Wierzchnią warstwę pokryłyśmy cienko dżemem truskawkowym iiiiiiiiiiiiiii zaczęła się zabawa!
Przepis na masę cukrową, podany przez dorotaxx.1, znalazłam dawno temu w Galerii Potraw. Pozwolę sobie poniżej zacytować

Biała masa cukrowa
80 dag cukru pudru 
10 dag glukozy ( w płynie lub w proszku) 
4 łyżeczki żelatyny 
70 ml wody


Zelatynę moczyć w wodzie (ciągle mieszając) aż się rozpuści. 
Postawić naczynie z rozpuszczoną żelatyną nad parą wodną lub na gazie i dodać glukozę (ja dodaje w proszku). Ciągle mieszac syrop uważając aby sie NIE ZAGOTOWAŁ!!!
Jak się zagotuje, wywalić do kosza i zacząć jeszcze raz.

Kiedy syrop ostygnie (ale nie całkowicie) stopniowo dosypywać przesiany cukier puder ciągle mieszając. Nie koniecznie trzeba dodawac cały cukier, trzeba wyczuc ten moment, kiedy nalezy przestac go dodawac . Duzo zalezy od jakosci cukru pudru.
Wyrabiać aż masa będzie miała konsystencje plasteliny. 

Blat lekko posypać mąką ziemniaczaną i wałkować mase podsypując tą mąką tak aby masa nie przyklejała się do blatu
Rozwałkowaną mase zwinać na wałek lub układając na przedramieniu przeniesć na tort posmarowany masą na bazie masła , dopasowac rękami i obkroić niepotrzebne boki.
Po wyrobieniu masa jest koloru białego, więc z powodzeniem można ją farbować farbnikami spożywczymi (ja wykorzystałam płynne firmy Schwartau). Brązowa farba to rozpuszczona czekolada (nie chciało mi się już lepić ;).
Dodam, że w moim odczuciu masa jest megasłodka i nie da się jej zjeść zbyt dużo, dlatego też większość z mojej porcji zwykle odkładam na bok.


czwartek, 27 sierpnia 2009

Kici kici

Panie i Panowie, pragnę wszem i wobec ogłosić, iż mam kota! Prawdę powiedziawszy mam ich kilka.
Dziś przedstawię jednego z nich, jest bardzo elastyczny i najchętniej przyjmuje format szklanki old-fashioned (choć przypuszczam, że w charakterze kałuży na dywanie czułby się równie dobrze).  Jeśli pamięć mnie nie zawodzi (a to niestety zdarza się jej często), przepis pochodzi z tej książki
Różowy kociak
  • 75 ml soku ananasowego
  • 50 ml ginu
  • 50 ml soku grejpfrutowego
  • 10 ml grenadyny (lub jakiegoś syropu z czerwonych owoców)
  • 10 ml syropu grejpfrutowego (opcjonalnie)
Alkohole i soki wraz z lodem mieszamy w shakerze (to właśnie ze wstrząsania soków powstała ta pianka widoczna na zdjęciu) i przelewamy do szklanki. Wlewamy syropy od góry jednostajnym cienkim strumieniem (tak, aby osiadły na dnie). Podajemy. Przed wypiciem warto wymieszać.

środa, 26 sierpnia 2009

Żółtki dwa...

... sia la la

Dziś chciałam zaprezentować dwa drinki, na które przepisy znalazłam w odmętach Internetu.

 007

Jest to lekki, ożywczy drink idealny na letnie wieczory.

Tym razem dla odmiany nie podam, ile mililitrów czego mamy wlać. Odwołam się do zapodzianej gdzieś w zakamarkach mojego mózgu wiedzy matematycznej i podam proporcje. Proszę o uwagę!

1:1:1 w kolejności wódka, sok pomarańczowy i Sprite (moje ostatnie badania rynku niemieckiego (czyli mówiąc prościej picie wszystkiego, co się nawinie) wykazały, iż 7UP jest słodszy niż Sprite, rezygnuję więc z napoju z siódemką).

Wódkę, sok pomarańczowy i lód wstrząsamy w shakerze, przelewamy do szklanki typu old-fashioned (czyli niskiej z grubym dnem) i uzupełniamy Spritem (nie możemy nim wstrząsać, bo bombelki uciekną w siną dal). Pijemy! 

Kwiat pomarańczy

  • 80 ml ginu (rozważam, czy opcja 60 ml nie będzie lepsza)
  • 80 ml soku pomarańczowego
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • ok 5 ml cytryny

Wszystkie składniki oraz lód mieszamy w shakerze. Pierwotnie ten drink nie zawierał w sobie soku cytrynowego i był bardzo ostry w smaku. Jako, że my, baby, podniebienie mamy delikatne, przełamałam nim ostrość ginu (choć nadal można go polecić głównie osobom lubiącym sączyć nieco mocniejsze mieszanki)

Musicie mi uwierzyć na słowo, że na tym zdjęciu jest inny drink :)

wtorek, 11 sierpnia 2009

Ryba w cieście piwnym

Głównym bohaterem dzisiejszej notki będzie ryba w cieście piwnym. Nauczyłam się robić ją od mojego Taty, skąd on wziął przepis - nie mam pojęcia.
Ryba
  • filety z białej ryby (osobiście używam tej złej i wstrętnej pangi, to jedna z nielicznych ryb które jestem w stanie zjeść)
  • mała butelka jasnego piwa
  • mąka
  • jajko 
  • przyprawy (np gotowa mieszanka przypraw do ryb)
  • olej do smażenia (złej i wstrętnej margaryny nie używam)
Mąkę i piwo w proporcjch 1:1, jajko oraz przyprawy mieszamy mikserem do uzyskania gładkiej masy. Na 6-7 kawałków fileta biorę po szklance mąki ir piwa. Ciasto powinno być gęstsze niż naleśnikowe. W razie potrzeby można dodać więcej mąki, aby ciasto dobrze okleiło rybę. Przy wyborze miski warto wziąć poprawkę na piwną pianę. Z dwojga złego lepiej wybrać za dużą niż za małą.
Filety kroimy na kawałki (rozmiar "na oko") i wrzucamy do miski z ciastem. Następnie mieszamy tak, aby ciasto dobrze pokryje rybę i po kawałku wrzucamy ją na rozgrzany olej. Smazymy do czasu, aż się lekko zbrązowi.
W dzisiejszym odcinku występują również:
Ziemniaki z koperkiem
Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie. Prostym sposobem na dokładne pokrycie ich koperkiem jest wrzucenie poszatkowanej zieleniny do garnka odcedzonymi już ziemniakami, nakrycie go pokrywkąi energiczne wstrząśnięcie.
Sałata w sosie śmietanowym:
  • sałata zielona
  • sałata lodowa
  • słodka śmietanka
  • śmietana kwaśna
  • sól, pieprz, cukier, koperkowa przyprawa do sałatek Knorr'a
Ponoć smakuje jak stara dobra babcina sałata, smak dzieciństwa wielu ludzi (dla mnie w dzieciństwie wszystko co zielone było ZŁEM, więc polegam na opinii innych)
Sałatę zieloną i lodową (która w sumie też jest zielona) rwiemy na małe kawałki. W shakerze (lub miseczce) mieszamy śmietany w proporcjach 1:1 (celowo nie podaję ilości, zależy ona od ilości sałat), sól, pieprz, cukier i przyprawa Knorr'a (do smaku). Można podrasować poszatkowanym koperkiem. Po połączeniu z sosem kawałki sałaty "opadną" i powstanie trochę bardziej zwrata masa.

wtorek, 23 czerwca 2009

Porzeczkowa chmurka na kruchym cieście

Żeby nie było, że te studenty kurwa (pozdrowienia dla panów z Syfnowca) tylko piją, tym razem coś w postaci bardziej stałej i do tego pozbawionej jakichkolwiek %!

Przepis pochodzi ze strony Wielkie Żarcie. Podążając za rzeczonym przepisem użyłam margaryny, jednak następnym razem zastąpię ją masłem. Za późno przypomniałam sobie, że zapach margaryny mnie odrzuca. Ale i tak wyszło nieźle, ostatecznie nie jest ona wyczuwalna w cieście. Niemniej jednak podczas ugniatania wolę zapach maślany ;) I właśnie uświadomiłam sobie, że przymiotnik po rzeczowniku zaczyna mi lepiej brzmieć. To zły znak!

Samo ciasto jest bardzo smaczne, kontrast między słodką pianką a kwaskowatymi porzeczkami jest ciekawy.

Porzeczkowa chmurka na kruchym cieście

Kruche ciasto:

  • 40 dag mąki
  • 1 margaryna/25 dag masła
  • 3 łyżki cukru pudru (ja dodałam trochę więcej, bo wydało mi się mało słodkie jak spróbowałam. Uwielbiam próbować surowe ciasta)
  • 3-4 żółtka
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Pierzynka

  • 5-6 białek
  • 30 dag cukru 
  • 2 szklanki porzeczek (dałam 3,  bo nie miałam co zrobić z nadmiarem)

Autorka przepisu, Gapa_1410, napisała:
Ciasto wyrobić na stolnicy, podpiec w piekarniku nagrzanym do 175 stopni ok. 15 min, ostudzić, nałożyć pianę ubitą z białek i cukru; wymieszaną z porzeczkami. Podpiec lekko w piekarniku aby piana zamieniła się bezę. Zajadać raczej gdy ostygnie, ale gdy nie możemy się powstrzymać możemy skonsumować je lekko ciepłe. Smacznego!!!

Ze swojej strony dodam, że ciasto z pierzynką piekłam około 20 minut, aż zbrązowiała na wierzchu, a moja beza była nawet po wystygnięciu w dość miękka. Nie wiem czy tak ma być, zjeść się dało ;)

A, smakuje lepiej niż wygląda. I na żywo wygląda lepiej niż na zdjęciu (nic biedne nie poradzi, że pani fotograf taka leniwa i uzdolniona inaczej, czyli wcale)




niedziela, 21 czerwca 2009

Té Fresco

Inspirowałam się drinkiem z pewnej kawiarni. Niestety (lub stety) ponownie potrzeba okazała się być matką wynalazku, zamiast napoju winogronowego jest sok wiśnia-jabłko, a zamiast wody mineralnej sprite. 
Fresco
  • 20 ml wódki
  • 20 ml likieru melonowego
  • 100 ml soku wiśnia-jabłko (znanego również jako świnia-jabłko)
  • 100 ml sprite
  • lód
Składniki niegazowane wymieszać w shakerze, uzupenić spritem. Wsjo.
Drink jest łagodny, lekko musujący, ani słodki ani kwaśny. Idealnie sprawdzi się, gdy o 5 popołudniu będzie zbyt ciepło na herbatę ;)

niedziela, 26 kwietnia 2009

Antypody

To pierwszy z przepisów na drinki, jaki tu zamieszczam

Zwykle proporcje, czasem nawet składniki , w przypadku drinków traktuję z przymrużeniem oka. Przepis znalazłam gdzieś w Internecie.

Antypody Dani versión

  • 50 ml wódki (w oryginale 75 ml)
  • 40 ml soku cytrynowego (w oryginale 15 ml)
  • 50 ml soku grejpfrutowego (w oryginale 25 ml soku pomarańczowego, ale ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, nie było takowego w domu! uznałam, że skoro w domu wala się parę grejpfrutów, nie można ich nie wykorzystać)
  • ok 15 ml syropu wiśniowego (w oryginale pół łyżeczki grenadyny, ale nie udało mi się znaleźć do tej pory nigdzie, więc posiłkuję się syropami ogólnodostępnymi. Te 15 ml to tyle, ile zostało mi na dnie butelki)
  • woda sodowa (mineralna) do uzupełnienia
  • lód
  • wisienka koktajlowa do dekoracji

Wszystko, poza wodą i wisienką wymieszać w shakerze, przelać do wysokiej szklanki, uzupełnić wodą mineralną i udekorować wisienką.

OSTRZEŻENIE: szybko wyparowuje ze szklanki!

Boskie knedle serowe

przepis znalazłam na forum Galeria Potraw

był on zamieszczony przez Dziuunię, poniżej wklejam tekst skopiowany z jej posta, ktorego w całości  można znaleźć TU

KNEDLE SEROWE

Składniki na 3 porcje:

- 250 g sera białego zmielonego lub rozgniecionego widelcem (ja przetarłam przez sito)
- 1 jajko
- ok. 3/4 szklanki mąki
- szczypta soli
- 2 łyżki roztopionego masła
- 12 dużych truskawek

Ser wymieszać z mąką, dodać jajko, sól i masło, zagnieść gładkie i nie lepiące się do miski ciasto (można wyrobić mikserem używając spiralnych mieszadeł). Ciasto nakryć folią iwłożyć do lodówki na min. 2 godziny. Po tym czasie podzielić ciasto na 12 części i każdą rozpłaszczyć na placuszek, nadziewać jedną dużą truskawką i zlepiać dokładnie formując potem kulki rękoma. Kłaść na talerzu posypanym mąką. W międzyczasie zagotować wodę lekko osoloną w dużym garnku. Knedle wrzucać do wrzątku, poczekać aż wypłyną na powierzchnię, zmniejszyć gaz i gotować ok. 8 minut. Podawać z masłem i bułką posypane cukrem, albo ze śmietaną.

Ze swojej strony dodam, że istotnie należy je gotować owe 8 minut, są wówczas idealne.



sobota, 11 kwietnia 2009

Ciasteczka Owsiane Jerzyka


Co prawda miewam problemy z ortografią, niemniej jednak nie dziś. „Er zet” wynika ze specyfiki nazwiska wspaniałej istoty (rodzaju żeńskiego notabene) , która to podzieliła się ze mną wspaniałym przepisem na wspaniałe ciasteczka owsiane. Zdaje się, że sama wzięła go z jakiegoś programu telewizyjnego (być może również wspaniałego, nie wiem). 

Za grosz w nich elegancji, ale nadrabiają smakiem. Mój Tato je uwielbia.


Zmiksować:
250 g miękkiego masła
1 szkl cukru
1 łyżeczkę esencji waniliowej (tak podaje oryginał, ja takowej niestety nie posiadam. Zwykle zastępuję ją olejkiem waniliowym, ale dziś, z racji tego, że nie udało mi się go znaleźć, poratowałam się obrzydliwą nalewką pomarańczową, która, chociaż nie sposób wypić jej nawet pół kieliszka, nadaje ładny aromat)
2 jajka


Dodać:
1 szkl cukru brązowego (dokładnie pół minuty po wsypaniu szklanki zwykłego cukru odkryłam, że jednak mam cukier brązowy!)
3 szklanki płatków owsianych
1,5 szkl bakalii (ja zwykle wrzucam migdały i rodzynki)
0,5 szkl otrębów pszenicy (niestety, paczka zniknęła z szuflady w tajemniczych okolicznościach. Nawet Tata przyparty do muru nie potrafił powiedzieć, co się z nią stało. Poratowałam sie musli owocowym.)
1 szkl mąki pszennej
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Wszystko radośnie wymieszać (koniecznie radośnie)

Polecam pieczenie na papierze do tego celu przeznaczonym. Na blachę nim pokrytą układamy 6 – 8 małych kuleczek masy (naprawdę nie należy przesadzać z ich rozmiarem, masa rozpływa się w trakcie pieczenia i jeśli będą za duże, zleje się w jedno).

Piec w temperaturze 180-190 stopni Celsjusza przez ok 18 minut (aż ładnie zbrązowieją).

To fantastyczne zdjęcie ze zbyt małą ilością światła, na którym nic nie widać. 



A tak wyglądają one w naturze.

Ciasto czekoladowo-czekoladowe z polewą czekoladową

Przepis pochodzi z tej strony  

Ciasto jest mokre, nie za słodkie i cudownie czekoladowe. Pozwoliłam sobie skopiować cały przepis z podanej wyżej strony:

Ciasto czekoladowe z czereśniami

(oryginał : Gâteau au chocolat de Nancy)
na tortownicę 22 cm

200 g gorzkiej czekolady (70% kakao)
200 g miękkiego masła
6 jajek
100 g cukru
75 g bardzo drobno zmielonych migdałów
80 g mąki
+ 150 g suszonych czereśni namoczonych w alkoholu (np. brandy, rum etc.)

Czereśnie namoczyć w podgrzanym alkoholu przez min. 2 godziny (możemy też alkohol lekko ‘rozcieńczyć’ odrobiną wrzątku). Po namoczeniu odsączyć je i przekroić na pół.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Zdjąć z ognia, dodać masło w kawałkach i wymieszać do otrzymania gładkiej masy. Dodawać po jednym żółtku dokładnie i energicznie mieszając. Dodać cukier, migdały, przesianą mąkę i czereśnie i dobrze wymieszać.
Nagrzać piekarnik do 170°.
Natłuścić foremkę (ja wyłożyłam też papierem).
Białka ubić na sztywną pianę. 2 łyżki białek dodać do masy czekoladowej, wymieszać, po czym delikatnie dodać resztę białek delikatnie mieszając (‘okrągłymi’ ruchami, ‘podnosząc’ masę od spodu). Wlać masę do foremki i piec ok. 35 minut.

Po wystudzeniu, możemy ciasto udekorować gęstą polewą czekoladową, na przykład taką :

Polewa czekoladowa
(zmodyfikowany przepis Donny Hay – u niej bez dodatku masła)

150 g czekolady
120 ml śmietany
20 g miękkiego masła

Śmietanę podgrzać i rozpuścić w niej czekoladę na delikatnym ogniu; na koniec dodać masło i mieszać do uzyskania gładkiej konsystencji. Przestudzić (ok. 10 min.) i udekorować nią ciasto.

Ja dodatkowo posypałam jeszcze wierzch gorzkim kakao, by ‘polewa’ stała się niewidoczną dla oka, a miłą dla podniebienia czekoladową niespodzianką ;)

Pominęłam czereśnie, albowiem nie stwierdzono ich obecności w promieniu 30 m od kuchni (były wiśnie z nalewki, ale jakoś nie miałam ochoty ich wrzucać. Następnym razem to zrobię). Migdałów w płatkach wrzuciłam tylko 50 g.
Polewa to moja swobodna wariacja na temat proporcji. Z braku odpowiedniej ilości ciemnej czekolady (zostało pół tabliczki, reszta wyskoczyła na metaforycznego papierosa i nie wróciła) poratowałam się białą. Dzięki ocalałej odrobinie ciemnej czekolady polewa jest jednak ciemna. Wlałam tyle śmietanki, ile zostało w kartoniku (nie potrafię stwierdzić nic więcej ponad fakt, że było jej za dużo), a masła wrzuciłam ilość „naoczną”. W efekcie wyszła mi całkiem słodka, niestety bardzo wolno zastygająca i dość płynna masa. Nie narzekam, mnie smakuje.
Posypałam kakaem, co w moim domu nie zostało przyjęte owacjami – tata zapytał, czy odkurzę ciasto na święta, a mama orzekła, że strasznie się człowiek brudzi przy jedzeniu. Mnie samej urocza posypka się podoba – nadaje ciastu aksamitności. Staje się milusie (a może nawet sweetaśne?)

Kiedyś nauczę się robić ładne zdjęcia i sprzątać te nieszczęsne widelce ze stołu. Albo poderwę jakiegoś fotografa i zatrudnię sprzątaczkę. Zobaczymy.

Ah, te brązowe coś na talerzyku było celowe. Miało być dobrze, wyszło jak zwykle.


piątek, 10 kwietnia 2009

Próba ognia

Pierwszy post

całkiem wesoło 

hoho

slowo