wtorek, 13 kwietnia 2010

Babka pomarańczowa

Przepis na dzisiejsze ciasto, stworzone w ramach Wielkanocy, pochodzi z Pani Domu (3/2010, 62 przepisy!!)
Gawiedzi bardzo smakowało, chociaż z powodu błędu na linii człowiek-człowiek nie miałam podanej w przepisie skórki pomarańczowej (tylko taką już krojoną, chyba kandyzowaną) przez co nie było tak bardzo pomarańczowe.



Przepis jest kropka w kropkę przepisany z gazety, moje uwagi pojawią się na końcu

Pomarańczowa

Składniki: 
  • szklanka mąki pszennej
  • szklanka mąki ziemniaczanej
  • 15 dag masła
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 torebki proszku do pieczenia (miałam z tym spory problem, ile to będzie pół, sypałam więc na oko)
  • skórka otarta z pomarańczy
  • puszka mandarynek (one małą są)
  • 3/4 szklanki cukru
  • zapach pomarańczowy (tego nie miałam)
  • cukier puder do posypania
  • tłuszcz i bułka tarta do formy 
1. Miękkie masło utrzyj na krem z cukrem. Ucierając, dodawaj po żółtku. Następnie dalej ucierając, stopniowo wsypuj mąkę pszenną (łyżkę mąki zachowaj) wymieszaną z proszkiem do pieczenia i dolewaj mleko. Wsyp mąkę ziemniaczaną i cukier waniliowy oraz skórkę otartą z pomarańczy, dodaj kilka kropelek zapachu.
2. Z białek ubij sztywną pianę (piana szybciej się ubije, jeśli do białek dodasz kilka kropelek soku z cytryny) i ostrożnie połącz ją z ciastem.
3. Osącz mandarynki z puszki. Wymieszaj z odłożoną mąka i włóż do ciasta. Ponownie ostrożnie wymieszaj.
4. Formę z kominem obficie nasmaruj tłuszczem, wysyp bułką taartą. Napełnij przygotowanym ciastem, wyrównaj wierzch. 
5. Ciasto wstaw do nagrzanego piekarnika. Piecz 50-60 minut w temperaturze 185 st. Gotowe ciasto ostudź w formie. Wytrząśnij z formy. Oprósz cukrem pudrem. Ewentualnie udekoruj cząstkami pomarańczy lub mandarynek oraz kwiatami.

A teraz pięć groszy ode mnie. Te 50-60 minut to zdecydowanie za długo.Trochę za mocno się spiekło. Następnym razem skrócę czas pieczenia.
Zamiast cukru pudru zrobiłam polewę lukrową (nieco nieudaną bo za rzadką, jednak nie wdawajmy się w szczegóły) i udekorowałam tą krojoną skórką. Wrzuciłam jej też trochę do samego ciasta, ale gdzieś się zgubiła chyba, bo nie było jej prawie czuć podczas jedzenia.
No, to chyba by było tyle.
Chciałam jeszcze zrobić zdjęcie rozkrojonej babie, ale niestety strasznie kradną, nie zdążyłam.
Btw. może wyjdę na ignorantkę, ale dekorować babkę kwiatami?!

wtorek, 16 marca 2010

Biszkopt z malinami

Dzisiejszy przepis pochodzi od Klaudii, przyjaciółki mojej cioci. Skąd ona go ma - nie mam pojęcia. Od pierwszego kęsa wiedziałam, że muszę od niej wyciągnąć ten przepis.
Ciasto jest dość słodkie, ale nie grozi nam zamulenie - jest bardzo lekkie. Idealnie nadaje się na letnią porę. Zimą (cóż z tego, że mija nam połowa marca, kiedy śnieg zalega wszędzie?) smakuje równie dobrze :)

Biszkopt z malinami i bitą śmietaną

Biszkopt:
  • 6 jajek
  • 150 gr cukru
  • 150 gr mąki pszennej
  • 1 budyń waniliowy
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
Ubijamy całe jajka aż wytworzy się piana, potem stopniowo dodajemy pozostałe suche składniki. Masę wkładamy do przygotowanej formy (najlepiej sprawdzi się prostokątna) i umieszczamy w piekarniku nagrzanym do 170°C na ok 20 minut.

Masa malinowa:
  • 250 ml syropu malinowego
  • 250 ml wody
  • 2 budynie waniliowe lub malinowe
  • 40 dag malin (świeżych lub mrożonych)
Syrop, wodę i budynie zagotowujemy (musimy uważać, żeby nie przegapić momentu, kiedy zacznie się wytwarzać gęsta masa budyniowa), po czym dodajemy maliny. Podgrzewamy w masie aż lekko się rozpadną (i ewentualnie rozmrożą). Tak powstałą ciepłą masę przekładamy na ostudzony biszkopt.

Warstwa śmietanowa + herbatniki:
  • 750 ml śmietanki
  • jak to określiła Klaudia, sztywnik (czyli ŚmietanFix lub podobne ustrojstwo) - ilość wg zaleceń producenta lub własnego uznania
  • herbatniki (ilość potrzebna na pokrycie powierzchni ciasta) 
  • cukier puder do posypania 
Śmietanę wraz z sztywnikiem ubijamy i przekładamy na zimną masę malinową, równo rozsmarowujemy. Następnie pokrywamy powierzchnię ciasta herbatnikami.
Teraz najgorsze: ciasto musimy zostawić na noc w lodówce (albo przynajmniej na parę godzin), żeby herbatniki zmiękły. Przed podaniem należy ciasto posypać cukrem pudrem.

Jeśli chcemy bardziej słodką wersję, możemy w trakcie ubijania dodać do śmietanki cukier puder, choć osobiście uważam, że i bez tego ciasto jest wystarczająco słodkie.


sobota, 16 stycznia 2010

Warzywa z warzywem i cielęciną

W związku z ogromem cielęciny, który okupuje naszą zamrażalkę, postanowiłam robić coś z jego częścią. Aktualnie mój Tato jest na etapie „nic lepsiejszego niż jarzyny z ryżem”, więc mój pomysł na cielęcinę z ryżem i jarzynami przyjął niemal z oklaskami. Właściwie ryż to też jarzyna, prawda? „Ryż z jarzynami” to określenie ze znanej i lubianej serii „masło maślane”, czyż nie? Z pewnością kognitywiści mają swoje zdanie na ten temat, ale jako radosna literatka wolę go nie poznawać.

Cielęcina z ryżem i jarzynami
  • cielęcina
  • ryż sypki
  • warzywa (wedle gustu, u mnie mieszanka warzywna z ryżem, w skład której wchodziło trochę papryki, troszkę pieczarek, troszkę groszku, troszkę kukurydzy, więc dodałam duuuużo startej marchwi i duuuużo zielonej fasolki szparagowej)
  • cebula, czosnek
  • przyprawy (Wedle gustu. Przecier pomidorowy i sos sojowy obowiązkowo, sól, curry; znalazłam prehistoryczną przyprawę do kuchni chińskiej, wygrzebałam z dna szafki sos chili,  który sprawił, że nie musiałam już (w)pieprzyć)
  • olej do smażenia 
  • kielonek wódki 
Cielęcinę podsmażamy. W trakcie smażenia dolewamy kielonek wódki (nie w celu wzmocnienia potrawy o procenty, bo te i tak wyparują. Wieść gminna niesie, że dodanie alkoholu sprawia, iż mięso mięknie szybciej. Rzeczywiście, zmiękło. Nie wiem jednak, czy to zasługa delikatnego mięsa czy alkoholu. Może obydwu?). Gdy mięso ładnie się już przyrumieni, dodajemy pokrojoną cebulę i czosnek oraz ryż sypki (myślę, że ok 1,5 szklanki wystarczy). Kontynuujemy smażenie. Gdy ryż utraci swoją szklistość a cebula przeciwnie, zeszkli się(lub, jak u mnie, nieco się przypalą khy khy) dorzucamy warzywa oraz wlewamy  tyle wody, ile ryżu dodaliśmy. Jeśli warzywa były mrożone, grzejemy mocno aż się rozmrożą, następnie przykrywamy naczynie i dusimy na wolnym ogniu aż ryż zmięknie, od czasu do czasu mieszając.
Następnie do smaku doprawiamy wymienionymi wyżej przyprawami.
I to by było na tyle.

Gdy słodyczy zbyt wiele...

warto ją zrównoważyć czymś kwaśnym. Myślę, że kapuśniak idealnie nadaje się do tego celu.

Kapuśniak
  • ok 1,5 kg kapusty kiszonej
  • ok 50 dag boczku wędzonego
  • jarzyny do wywaru (kilka marchwi, pietruszek, seler, por), ziele angielskie, liść laurowy
  • ziemniaki
  • cebula
  • mąka 
Boczek, jarzyny i przyprawy wkładamy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy na średnim ogniu przez ok 2 h. Jeżeli mamy sporo czasu, kapustę możemy ugotować w wywarze (trwa to ok 1,5 h), jeśli nie - gotujemy ją w osobnym garnku, równolegle z wywarem. Oczywiście przed gotowaniem trzeba ją poszatkować i, jeśli jest bardzo kwaśna, raz przepłukać (pamiętajmy, że jeżeli będziemy ją gotować w drugim garnku, część owej kwaśniowatości przejmie woda). Ziemniaki kroimy w kostkę i,  jeśli kapustę gotujemy osobno, dodajemy do wywaru, aby się ugotowały. Jeśli w wywarze kąpie się kapusta, ugotujmy ziemniaki w osobnym garnku. Podobno w towarzystwie czegoś kwaśnego nie ugotują się dobrze (tak przynajmniej mówi mądrość mojego Taty i moje doświadczenie, być może mylne?).
Łączymy wszystkie dotychczas wymienione składniki i trzymamy na wolnym ogniu.
Trzeba jeszcze przygotować zasmażkę, która posłuży nam do zagęszczenia kapusniaka i nada mu dodatkowy walor smakowy. W tym celu kroimy cebulę w kostkę i podsmażamy na wolnym ogniu. Gdy się zeszkli, posypujemy ją mąką, aż przestanie się wchłaniać. Smażymy jeszcze chwilę i zdejmujemy z ognia. Zasmażkę przed dodaniem do zupy rozrabiamy wywarem z zupy lub wodą. Pozwoli  to uniknąć grudek. Dodajemy ją więc do garnka, mieszamy i rozkoszujemy się pyszną zupą.


sobota, 9 stycznia 2010

Wybawiciel

Przy takiej pogodzie potrzebny jest jakiś wybawca od zimowej handry. Oto moja propozycja:

El Salvador
  • 1,5 miarki jasnego rumu
  • 0,5 miarki likieru orzechowego
  • 0,5 miarki soku z limonki
  • odrobina grenadyny
Wszystko shakerujemy z dużą ilością lodu, przelewamy do kieliszka koktajlowego.
Nie wszyscy lubią kwaśne drinki, ja nie będę narzekać na mojego Wybawcę.