Nie wiem, na ile śląskie są moje makówki, skłonna jestem jednak uznać, że ile domów tyle metod ich przyrządzania. Ja robięco roku makówki zgodnie z tym, co podpowiada mi pamięć odnośnie naszej rodzinnej tradycji.
Makówki
- mleko
- pomielony mak (ok 40 dag)
- chałka
- bakalie (różniaste, np rodzynki suszone figi, daktyle, orzechy - dobrze sprawdzają się migdały w słupkach)
- łyżka masła
- cukier
Bakalie kroimy na kawałki, wrzucamy do maku wraz z masłem i ok 2 łyżkami cukru, zalewamy wszystko mlekiem i stawiamy na średnim ogniu. Trudno mi powidzieć, ile ma być tego mleka. Masa nie możę być zbyt gęsta, żeby się nie przypaliła, jednak nie może być go zbyt dużo. Mak nie powinien "pływać" w mleku.
Co jakiś czas trzeba przemieszać masę, żeby nie przypaliła się od spodu. Gotujemy przez jakiś kwadrans, do 25 minut.
W międzyczasie kroimy chałkę i układamy ją na dnie miski. Wylewamy na nią gorącą masę makowo-mleczno-bakaliową. Masę układamy w taki sposób, zeby w środku powstało małe wgłębienie. Całość posypujemy dodatkowo rodzynkami i cukrem. Po ostygnięciu wkładamy do lodówki lub odstawiamy w chłodne miejsce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz